Dzisiaj uświadomiłam sobie coś oczywistego: gdy idę na
wycieczkę, albo na niedługi spacer, zawsze mam jakiś pomysł, plan, lub cel
tej wędrówki. Kiedy wybieram się w miejsca, które znam, jej zarys, albo dokładna mapa, powstaje w mojej głowie na
podstawie wspomnień. Gdy idę „w
nieznane”, to tak naprawdę nigdy nie jest nieznanie, bo wcześniej zostaje dokładnie przestudiowane w internecie i na papierowej mapie. Tak już mam, że
potrzebny jest plan, zarys lub szkic. Pojawia się on najpóźniej, gdy zawiązuję
sznurówki w butach, czasem jest to też moment zmiany, wyboru innej drogi.
Przyznam, że nie zdawałam sobie sprawy, że wiązanie butów jest tak ważną chwilą
moich wędrówek.
Jednym z pomysłów na niedługą wycieczkę po Karkonoszach była wędrówka do
źródełka wypływającego spod świerka. To niezwykłe drzewo zauważyłam rok
wcześniej, gdy wracałam z Budnik do Karpacza Serduszkową Ścieżką. Wędrówka do
źródła - brzmi tak trochę metaforycznie. I może tak jest, bo każda górska
wycieczka to czerpanie ze źródła otaczającej nas przyrody. Mówimy sobie, że
ładujemy akumulatory, robimy reset. Zabieramy ze sobą, do naszych domów mnóstwo
wrażeń. Ja zabieram też piękne zdjęcia i plecak pełen wspomnień. Mogę je potem
przeglądać w jesienne popołudnie i układać w historie na blogu. Podczas tamtego spaceru musiałam mocno powstrzymywać się, aby nie zabrać wszystkich kamieni w kształcie serca, które i
tym razem wypatrzyłam po drodze.
















































