środa, 24 lipca 2024

Kraków – turystycznie i duchowo cz. 1


Dwa dni na zwiedzanie Krakowa to trochę mało, a w połączeniu z upałem okazało się sporym wyzwaniem. Spokój Tyńca, w którym mieszkałam, bardzo kontrastował z gwarem wielkiego miasta. Na szczęście komunikacja miejska ułatwiała przemieszczanie się pomiędzy tymi światami i łączyła różne miejsca nitkami linii autobusowych i tramwajowych. Bo wszystko jest całością chociaż czasem pełną przeciwieństw.
Na wzniesieniu, otoczony murami stał Zamek Królewski na Wawelu, u jego podnóża rozpoczęłam moją wędrówkę. Chodziłam bez planu, a moim przewodnikiem był cień. Gdy skręcał w prawo, szłam za nim w prawo. Wstąpiłam do Kościoła św. Bernardyna ze Sieny. Lubię przyglądać się stylom architektury, rozpoznawać je, uczyć się. I tak pierwszy na mojej trasie zwiedzania był barok. Kiedyś bogato zdobione wnętrza przytłaczały mnie, rozpraszały. Teraz wzbudzają zachwyt i podziw dla pracy ich twórców, którymi bardzo często byli miejscowi rzemieślnicy. A gdy już napatrzę się na to wszystko co piękne, kościół jest dla mnie dobrym miejscem skupienia i modlitwy. Kilka kroków od barokowego zabytku i Wawelu, na jednym ze skwerków, zauważyłam ciekawe drzewo. Podbiło moje serce już od pierwszego wejrzenia. myślę, że zasługuje na swój wpis.
Cień prowadził mnie dalej przez miasto, uliczkami z piękną zabudową i tramwajami, które od dzieciństwa wywołują uśmiech na mojej twarzy. Widziałam zaczarowaną dorożkę i gargulca – chimerą na ogrodzeniu Pałacu Czapskich. Po drodze była też kolejna zabytkowa świątynia – Bazylika Świętej Trójcy. Schowałam się tu na chwilę przed wszechobecnym skwarem i podziwiałam architekturę tym razem gotycką i neogotycką. Był to też czas na dobrą rozmowę ze sobą i z jednym z dominikanów.
Po niezwykłej uczcie dla ducha przyszedł czas na ożywienie kawą zmęczonego upałem ciała. Wybrałam miejsce przepiękne Restaurację Europejską, mieszczącą się w zabytkowym gmachu Pałacu Krzysztofory przy Starym Rynku. Lokal urządzono w stylu Art Deco. Delektowałam się pyszną kawą i wnętrzem. Nad Krakowem wisiała burza musiałam więc skrócić moje zwiedzanie. Zerkając na odbijający się w wodach Wisły Wawel i zaglądając w boczne uliczki dotarłam do Ronda Grunwaldzkiego skąd jedzie autobus do Tyńca. 

Otoczony murami stał Zamek Królewski na Wawelu





Kościoła św. Bernardyna ze Sieny

Kościoła św. Bernardyna ze Sieny

Kościoła św. Bernardyna ze Sieny
 
Gargulec na ogrodzeniu Pałacu Czapskich



Bazylika Świętej Trójcy

Bazylika Świętej Trójcy

Bazylika Świętej Trójcy

Bazylika Świętej Trójcy
                                                                                   


















niedziela, 30 czerwca 2024

Opactwo Benedyktynów w Tyńcu - dobre miejsce i czas



Brukowana droga wznosi się coraz wyżej i prowadzi do bramy. To chyba ona zagrała jedną z ról w serialu „Czarne Chmury”. Pamiętam ten fragment i  kiedy wchodzę wydaje mi się, że słyszę rżenie koni i stukot kopyt. Przechodzę pod jedną z najstarszych części nazywaną „Opatówką”, tutaj będę mieszkała. Wychodzę na oświetlony południowym słońcem dziedziniec. Po lewej stronie wznoszą się dwie wieże kościoła św. Piotra i Pawła. Kiedyś były strzeliste, zwieńczone ozdobnymi hełmami. Naprzeciw budynku bramnego jest niedawno odbudowana część opactwa - „Wielka Ruina”. Z dziedzińca rozciąga się piękny widok na Wisłę, inną o każdej porze dnia. Niezwykłe miejsce, przypominające warownię i gdyby zagłębić się w historię opactwa to okazuje się, że kiedyś nią było. Po dziedzińcu  przechadza się kot Mirosław, ale niech nikogo nie zwiedzie jego niewinna minka, potrafi mocno ugryźć.
Przez kilka dni miałam okazję  poczuć atmosferę tego niesamowitego miejsca, dowiedzieć się więcej o benedyktyńskiej duchowości i historii opactwa. Zobaczyć jak to co stare spotyka się z nowym, tradycja przeplata z nowoczesnością. Cisza, słowa modlitw, niezwykłość spotkań, dobrych rozmów łączą się z gwarem odwiedzających opactwo turystów, śpiewem przysiadających na murach kosów i krzykiem przelatujących nad dziedzińcem jeżyków. Wszystko w jednym miejscu, które warto poznać.