środa, 12 sierpnia 2026

Muzyczna ławeczka - Ogród Botaniczny UMCS w Lublinie

Stała wśród górskich roślin w ogrodzie botanicznym w Lublinie. Oświetlały ją promienie słońca, a przepływający obok strumień szemrał swoją melodię spływając po kamieniach. Taki był pierwszy koncert, który usłyszałam tego dnia. Ucieszona kolejną ławeczką do mojej kolekcji zwiedzałam zakamarki przepięknego ogrodu. Właściwie to tylko zaglądałam w różne miejsca wybierając najciekawsze rośliny. Aby odpocząć od bezlitosnego upału weszłam do Dworku Kościuszków. Piękny drewniany budynek był kiedyś własnością stryja Tadeusza Kościuszki. Jedna z sal zwabiła mnie dźwiękami fortepianu. Z wielkim przejęciem wysłuchałam mini recitalu Pani Uli, która zechciała podzielić się swoim Chopinem ze mną i kilkoma osobami, które tak jak ja usiadły zasłuchane. Wśród startych mebli, ozdobionych bukietami kwiatów, muzyka brzmiała niesamowicie. Fragmenty niektórych utworów pamiętałam z dzieciństwa. Moja mama często odtwarzała Chopina z winylowych płyt.
Kolejny piękny koncert zaplanowałam już wcześniej. Późnym popołudniem pojechałam do jednej z lublińskich parafii na XXX Międzynarodowy Festiwal Organowy. Tego dnia wspaniały dźwięk organów przeplatał się z brzieniem saksofonu. Była to trzecia i jak się okazało wcale nie ostatnia muzyczna uczta. Czekałam na autobus w centrum miasta, gdy w pobliżu rozlega się głośna muzyka, a fontanna podświetlona kolorami „zaczęła tańczyć” kropelkami wody.
To był niezwykły dzień wypełniony muzyką. Od dźwięku natury, poprzez brzmienie instrumentów do melodii stworzonej przy pomocy współczesnej technologii.

Nic nie dzieje się przypadkiem dlatego warto wędrować niespiesznie i wsłuchiwać się. 
Pod tekstem można odtworzyć 30 sekundowe nagranie płynącego obok ławeczki strumyka.













czwartek, 7 maja 2026

Wiosna w Parku Książęcym w Zatoniu

 


Przyjechałam odwiedzić moje ulubione miejsca i pospacerować, słuchając śpiewu ptaków. Park, jak co roku o tej porze, wita zapachem czosnku niedźwiedziego. Znajome alejki, wyglądają inaczej niż podczas ostatniej wizyty. Teraz wszystko zieleni się i rozkwita. Wiosna ożywiła to, co było zamrożone przez zimę. Z większą uważnością przyglądam się porom roku, zapamiętuję te chwile i przedstawiam je na blogu. Może chciałabym je zatrzymać?
Wędrując, w różne zakamarki parku, fotografowałam małe, niepozorne kwiatki. Są tu chyba od zawsze. 
Przyznam, że ich widok cieszył mnie bardziej niż zaplanowane i zadbane klomby. Niedługo zakwitną konwalie i stworzą piękny pachnący dywan. Może uda mi się przyjechać w piękny majowy dzień aby poczuć ich zapach. Lubię tu wracać i spacerować, przyglądając się jak wszystko się zmienia, jak rosną liście na moich ulubionych drzewach. Do tych, które już opisałam na blogu, dołączyły inne. Czekają na swoją historię. W tym roku podczas kilku wizyt  udało mi się zobaczyć jak zmieniają się kolory w parku, od zimowej bieli, przez szarość przedwiośnia do pięknej wiosennej zieleni. 




















wtorek, 17 lutego 2026

Zima w Parku Książęcym w Zatoniu


Zimą Park Książęcy w Zatoniu jest przepiękny. Przyjechałam w pogodny mroźny dzień i patrzyłam na ulubione miejsca otulone bielą. Cisza i spokój, odpoczynek od hałasu miasta i codziennych spraw. Dawno tu nie byłam. Powoli i z ogromnym przejęciem, weszłam w zimowy krajobraz. Słońce wyglądało zza drzew, oplatało je swoimi promieniami. Tworzyło na śniegu bardzo wyraźne cienie. Podziwiałam je jak coś naprawdę niezwykłego, czerń i biel. Stęskniłam się za Zatoniem. Kiedyś, z wyjątkiem zimy, przyjeżdżałam tu prawie co tydzień. W ostatnich latach otoczenie pałacu bardzo się zmieniło. Początkowo myślałam, że trudno mi będzie odnaleźć się w zrewitalizowanym parku, jest inny. Nie ma już zarastających ścieżek.  Altanka, stawy, fontanny i odtworzone osie widokowe: z altany na pałac i w drugą stronę z pałacu na altanę, nadają parkowi dostojeństwa i zachęcają do spacerów. Przyglądałam się moim ulubionym drzewom. Aleja lipowa prowadząca na drugi koniec parku przypomina o kruchości i upływie czasu. W innym miejscu stare lipy otoczyły jedną z ławek i patrzyą uważnie kto na niej usiądzie. Niestety nie ma już Drzewa Parasolki. Tak nazwałam buk, który przed rewitalizacją rósł w gęstwinie drzew. Korona buka przypominała rozłożony parasol. Był słabiutki, pień zaatakowała jakaś choroba. Teraz jego stanowisko zajął jakiś młodzieniaszek. Trzymam kciuki, aby wyrósł piękny i dostojny. Grab Staruszek, jakby w ukłonie, pochyla się w stronę pałacu. Tuż obok, na niewielkiej polanie, księżna Dorota i jej towarzysz prowadzą ożywioną rozmowę jak przed laty. Promienie słońca i niebo po raz pierwszy od wielu lat odbija się w przeszklonych oknach pałacu. Myślę, że kiedy wszyscy spacerowicze wrócą do swoich domów, miejsce to zaczyna żyć swoim tajemniczym życiem.