Stała
wśród górskich roślin w ogrodzie botanicznym w Lublinie. Oświetlały ją promienie
słońca, a przepływający obok strumień szemrał swoją melodię spływając po
kamieniach. Taki był pierwszy koncert, który usłyszałam tego dnia. Ucieszona kolejną ławeczką do mojej kolekcji zwiedzałam zakamarki przepięknego ogrodu. Właściwie to tylko zaglądałam w różne miejsca wybierając najciekawsze rośliny. Aby
odpocząć od bezlitosnego upału weszłam do Dworku Kościuszków. Piękny drewniany budynek był kiedyś własnością stryja Tadeusza Kościuszki. Jedna z sal
zwabiła mnie dźwiękami fortepianu. Z wielkim przejęciem wysłuchałam mini recitalu Pani
Uli, która zechciała podzielić się swoim Chopinem ze mną i kilkoma osobami,
które tak jak ja usiadły zasłuchane. Wśród startych mebli, ozdobionych bukietami
kwiatów, muzyka brzmiała niesamowicie. Fragmenty niektórych utworów pamiętałam z
dzieciństwa. Moja mama często odtwarzała Chopina z winylowych płyt.
Kolejny piękny koncert zaplanowałam już wcześniej. Późnym popołudniem pojechałam
do jednej z lublińskich parafii na XXX Międzynarodowy Festiwal Organowy. Tego dnia wspaniały dźwięk organów przeplatał się z brzieniem saksofonu. Była
to trzecia i jak się okazało wcale nie ostatnia muzyczna uczta. Czekałam na
autobus w centrum miasta, gdy w pobliżu rozlega się głośna muzyka, a fontanna
podświetlona kolorami „zaczęła tańczyć” kropelkami wody.
To był niezwykły dzień wypełniony muzyką. Od dźwięku natury, poprzez brzmienie instrumentów do melodii stworzonej przy pomocy współczesnej technologii.
Nic
nie dzieje się przypadkiem dlatego warto wędrować niespiesznie i wsłuchiwać się.
Pod tekstem można odtworzyć 30 sekundowe nagranie płynącego obok ławeczki strumyka.








