środa, 7 czerwca 2017

Park Branitz w Cottbus - bogactwo detali



Wsłuchiwałam się w szum deszczu za oknem i oglądam zdjęcia sprzed kilku tygodni. „Wróciłam” do majowego Parku Branitz w Cottbus i przyglądam się drobiazgom uchwyconym obiektywem. Umykają one czasem, ale „Nikoś” jest niezawodny w łapaniu ulotnych wrażeń. Śmieję się, że aparat fotograficzny zwalnia tempo moich spacerów. Zmusza aby na chwilę przystanąć, zmienić obiektyw i przyjrzeć się dokładniej temu, co jest dookoła. 
W Parku Branitz znalazłam wiele pięknych detali, doskonale wkomponowanych w otoczenie. Zapatrzyłam się na zdobienia pałacu. Obeszłam go dookoła ciesząc oczy drobiazgami. Z sąsiednich budynków spoglądały na mnie dwie dzielne kobiety: jedna trzymała miecz i tarczę, a druga odciętą głowę. Czyżby to były Atena i Judyta? Niestety nie znalazłam żadnego opisu tych figur. W samym parku było wiele ciekawych elementów. Mijałam monumentalne piramidy, ale też niewielkie klomby z kwiatami, otoczone niebieską opaską przypominającą muszle lub liście palm. Był tam też kamienny stół. Siedząc przy nim można było trochę zdziwić się: Ooo! Widzę słonia! A po chwili zwątpienia, że coś dzieje się z umysłem, spokojnie przypomnieć sobie, no tak przecież tuż obok jest zoo. Gdybym jeszcze raz spacerował parkowymi alejkami, pewnie znalazłabym jeszcze dużo pięknych drobiazgów wartych tego, aby zatrzymać się przy nich na chwilę. Pewnie nie raz wrócę w to zachwycające miejsce położone całkiem niedaleko od Zielonej Góry.


















































czwartek, 1 czerwca 2017

Wiosenny Skansen w Ochli


Lubię wracać z Nikosiem w te same miejsca. Mam wtedy czas na przyglądanie się i fotografowanie szczegółów i detali. Nazywam je drobiazgami i często pokazuję na blogu. Wydaje mi się, że zdjęcia te mają już spore grono swoich fanów fanów. 
W słoneczną niedzielę pojechałam rowerem do skansenu w Ochli. Byłam tam tyle razy, ale myślę, że piękne stare domy stroją się inaczej na każdą moją wizytę. Teraz były udekorowane zielenią i promieniami słońca. Wiosna rozgościła się w skansenie na dobre. Zwiedzanie zaczęłam od rzeźb. Sporo ich stało pomiędzy chatami, oglądałam je dokładnie. Niektóre już trochę zarosły, inne były nowsze. Jeżeli komuś brakuje dziada z babą to proszę bardzo, stoją w skansenie wśród zieleni. Baba schowała się za gałązką, może trochę zawstydzona, a może nie była gotowa do sesji fotograficznej. Odwiedziłam chaty, mam tam kilka ulubionych, przy których zawsze zatrzymuję się. Pięknie prezentowały swoje okna i belki. Te ostatnie po prostu zachwyciły mnie stałam i patrzyłam na stare drewniane bale. Niektóre z nich czas pięknie wyrzeźbił.