środa, 29 listopada 2017

Przedzima



Czy ktoś lubi listopad, szybko zapadający zmrok, deszcz, zimny deszcz i wiatr? Rano ciemno, po południu ciemno, a pomiędzy tym ciemno najczęściej jest ponuro.

Końcówkę listopada nazwałam przedzimią. To czas, gdy jesień powoli się kończy, a zima już prawie zaczyna. Czas pomiędzy kolorami złotej jesieni, a bielą. Najczęściej malowany odcieniami szarości. I ta szarość tak trochę zaraża, rozleniwia, a często zasmuca.
Przedzima to pora, kiedy dąb kłóci się z wiatrem - Nie oddam liści, chociaż szron już je zmroził! Rano, na chwilę świat robi się biały, abyśmy przyzwyczaili się do mrozów. Rośliny  ozdobione maleńkimi igiełkami, jakby ponownie zakwitły. Ptaki przelatują kluczami śpiewając - aby do wiosny…
Przedzimę najlepiej podglądać z dala od miasta. Nie zawsze się to udaje, przedzima chowa się na łąkach i polach, przesłania ją mgła. Przenikliwym chłodem i wilgocią odstrasza ciekawskich. A może to my chowamy się przed nią pod kocykami, pledami. Próbujemy przegonić ciepłem kaloryfera lub kominka. Nic z tego, ona rozgości się u nas aż do nadejścia zimy. Może warto powitać ją pogodnie.


















Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza