sobota, 23 marca 2024

Czeskie wakacje. Zámek Lnáře – po drodze

 

Wyjechałyśmy z Olą z pięknego Czeskiego Krumlowa, ale pozostała niezwykła atmosfera. Może to był duch podzamcza, gdzie nocowałyśmy, a może jakiś niedosyt, bo byłyśmy tam za krótko. Pewnie dlatego, bez dłuższego zastanawiania się, stanęłyśmy przy mijanym po drodze Zámku Lnáře.
Zabytek można było zwiedzać, ale obsługa, prosiła, aby nie przeszkadzać ekipie przygotowującej sale do uroczystości weselnych. Nie przeszkadzając zaglądałyśmy wszędzie gdzie się dało. Ze średniowiecza, podziwianego poprzedniego dnia, przeniosłyśmy się w czasy baroku. Cieszyło oczy bogactwo fresków, sztukaterii i rzeźb zwiedzanych komnat i Kaplicy św. Józefa.
Wyobraziłam sobie jak przed laty, w jednej sal, tańczyły damy w długich sukniach, a po chwili weszły kobiety z XXI wieku. Ciekawe jak wyglądałoby ich spotkanie. Muzyka baroku i muzyka współczesna, stroje z dawnych epok i współczesna moda weselna. O czym rozmawiałyby ze sobą? Czy udałoby się wspólnie coś zatańczyć?
Dobrze czasem zatrzymać się w drodze.













niedziela, 17 marca 2024

Czeskie wakacje. Czeski Krumlow – średniowieczna perełka

 


Kolejnym etapem wakacyjnej podróży po kraju naszych sąsiadów był Czeski Krumlow. To niewielkie miasto leżące nad Wełtawą zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Miałyśmy z Olą szczęście, bo znalazłyśmy nocleg w starej części Krumlow, w domu przylegającym do murów obronnych. Śmiałam się, że zamieszkałyśmy na podzamczu i zastanawiałam się jak stary był ten budynek i kto w nim mieszkał. Przed nami było całe popołudnie. Wszystkie uliczki prowadziły w jednym kierunku - coraz bliżej ogromnego średniowiecznego zamczyska. Mapa nie była więc potrzebna, ale chodzenie bez mapy to u mnie rzadkość, objaw niespotykanej spontaniczności ;) Na obiad wybrałyśmy jedną z wielu restauracji z widokiem na Wełtawę i zamek. Razem z nami jadło tam międzynarodowe towarzystwo, goście rozmawiali po angielsku, niemiecku i chyba po hiszpańsku. Poniżej tarasu, po rzece płynęły łodzie i takie dziwne pontony z wesołą załogą. Te spływy są  miejscową tradycją. Zapatrzyłyśmy się na mury zamkowe zastanawiając się, jak przed laty wznoszono i ozdabiano budynek postawiony na stromej skale. Wyruszyłyśmy dalej, aby zobaczyć to wszystko z bliska. Zamek był ogromny. Z Mostu Płaszczowego łączącego dwa dziedzińce zamku był piękny widok na miasto i otaczające wzgórza. Zabytek opisany w wielu przewodnikach, „na żywo” prezentował się niesamowicie i bardzo dostojnie.
Na koniec dnia urocze uliczki zaprowadziły nas w jeszcze jedno ciekawe miejsce. Może to była wyćwiczona przez lata intuicja, żeby wynajdywać zakątki mniej oblegane przez turystów? Tak więc „zupełnie przypadkiem” znalazłyśmy się w Restauracji „Zdroj”. Rozsiadłyśmy się przy stoliku na dworze i złożyłyśmy zamówienie. Ponad nami wznosiła się monumentalna skała, na której stał zamek, była dosłownie na wyciągnięcie ręki. Oddzielała nas od niej Wełtawa z wesołymi pontonami. Po lewej stronie wznosił się Most Płaszczowy. Zauważyłyśmy przygotowania do koncertu. Tak! To było miejsce z muzyką na żywo. Mogłyśmy popijać kawę i słuchać bluesowych utworów. Przepięknego połączenia dźwięku kontrabasu i szumu płynącej Wełtawy. Kawa była nie byle jaka, portugalska z jednej z najstarszych palarni w Europie. Nasze Czeskie wakacje wzbogaciły się o kolejny niezwykły smak – portugalskiej kawy NICOLA.