środa, 5 grudnia 2018

Ławeczki z widokiem i krukami



Przy drodze, którą szłam do Budnik (Tabaczna Ścieżka), czekała na mnie mała niespodzianka. Za jednym z zakrętów stały dwie ławeczki! Pierwsza odrobinę podniszczona, druga w lepszym stanie. Roztaczał się z nich przepiękny widok. Przystanęłam przy pierwszej i patrzyłam na zabudowania wiosek i szczyty Rudaw Janowickich leżące w oddali. Tym razem nie rozsiadłam się na żadnej z tych ławeczek. Było na to za zimno, ale stojąc tam mogłam spojrzeć na świat z wysoka. To piękna perspektywa, wprowadzająca dystans do mojego małego świata. Już miałam odejść z tego miejsca, gdy nad moją głową przeleciały dwa kruki głośno nawołując się. Bardzo lubię te ptaszyska, więc poczekałam chwilkę, aby posłuchać ich głosu. Za nimi leciała kolejna para, a później jeszcze jedna i tak chyba z dziesięć ptaków przeleciało w stronę szczytów Karkonoszy. Niesamowite! Ale to nie był koniec podniebnego spektaklu. Spojrzałam w dal i dostrzegłam inne kruki, krążące nad polami. Jeden, z tych, które wcześniej przeleciały, zawrócił do nich. Wyglądało na to, że zawołał je swoim krakaniem, bo  po chwili wszystkie czarne ptaszyska z okolicy przefrunęły nade mną. Gdzie poleciały? Co je zwabiło w góry? Nawoływały się tak, jakby szykowały się na jakieś zebranie? Wyciągnęłam mapę, którą zawsze mam ze sobą i wszystko stało się jasne. Za moimi plecami była Krucza Kopa, to pewnie tam podążały, ale dlaczego? Może kiedyś dowiem się. Ta krótka chwila, kiedy patrzyłam w dal i przyglądałam się ptakom zmierzającym na jakieś przedziwne spotkanie, długo pozostanie w mojej pamięci. Gdy ruszyłam w stronę Budnik, może pół kilometra od ławeczek, widziałam drogę skręcającą w kierunku Kruczej Kopy. Kusiło mnie aby tam iść, ale postanowiłam poczekać na kolejną wizytę w tych stronach.   






czwartek, 29 listopada 2018

Niezwykły las kolejki szprotawskiej



Dawno nie byłam w tej części lasu otulającego moje miasto. Tuż za zabudowaniami Jędrzychowa, dzielnicy Zielonej Góry przebiega trasa dawnej kolei szprotawskiej, która działała do lat czterdziestych XX wieku. W wielu miejscach pozostały ślady torowiska, teraz są tutaj trasy turystyczne. Tam, gdzie wybrałam się ze znajomymi w sobotnie przedpołudnie był szlak żółty i kilka tras nordic walking. Nie spotkaliśmy jednak zbyt wielu turystów.  Pochmurny jesienny dzień okazał się doskonały na leśne wędrówki. Na młodych brzózkach złociły się listki i rozjaśniały szarość. Mchy pięknie zieleniły się. Przy trasie i w jej najbliższej okolicy mogłam podziwiać to, co kiedyś nazwałam cudami natury. Niepozorne drobiazgi przykuwały moje oczy i wręcz zmuszały do robienia zdjęć. Zobaczcie ile wspaniałości kryje jesienny las. W pewnym momencie, gdy opowiadałam znajomym to, co pamiętałam z historii kolei szprotawskiej, w środku lasu, za naszymi plecami usłyszeliśmy gwizd lokomotywy i stukot kół jadącego pociągu. Co to było, skąd dochodziły te dźwięki?  Kilkakrotnie oglądaliśmy się za siebie sprawdzając, czy po nieistniejących torach nie pędzi jakiś pociąg zagubiony w czasie. Niesamowite!


Więcej informacji o kolei szprotawskiej na stronie: kolejka.ptkraj 



























środa, 21 listopada 2018

Serduszkowa Ścieżka - szlak z Budnik do Skalnego Osiedla w Karpaczu




Wycieczka z Karpacza do Budnik była jedną z moich dwóch jesiennych wędrówek po Karkonoszach. Wiąże się z nią tak dużo wrażeń, że trudno było je opisać w jednej historii na blogu. W wcześniejszym wpisie opowiadałam o tym, jak dotarłam do Budnik, a w  poprzednim o serduszkach znalezionych po drodze z dawnej osady. Pora opisać tą niezwykłą Serduszkową Ścieżkę prowadzącą z Budnik do Skalnego Osiedla w Karpaczu. Jest ona oznaczona czerwoną literką B. Schodziłam nią powoli ucieszona, że tuż obok płynie potok Skałka. To właśnie on skusił mnie, aby wybrać tę drogę. Schodziłam ostrożnie, bo przecież wcaaale nie było stromo, zgodnie z tym co powiedział mijany po drodze turysta. Mężczyźni mają jakieś inne spojrzenie na poziomice i różnice wysokości, kilka razy już się o tym przekonałam. Teraz to "wcale nie jest stromo" powodowało, że musiałam uważać aby nie potknąć się o Kije Samobije. Jednak schodzenie powoli i uważnie ma same zalety, daje możliwość wypatrzenia różnych pięknych zakamarków no i wspomnianych wcześniej kamiennych serduszek. Szlak snuł się przez nieznaną mi okolicę. Jesień pięknie ją przyozdobiła i nawet brak słońca nie odbierał jej uroku. Drzewa były tutaj różnorodne, a mnie zachwycały delikatne brzózki. Droga co chwilę spotykała się z potokiem i o to mi właśnie chodziło.
Po bardzo suchym lecie Skałka płynęła cieniutką stróżką, w niektórych miejscach musiałam dobrze przypatrywać się, albo nasłuchiwać jej szumu, aby odnaleźć ją między kamieniami. Gdy byłam już trochę niżej, bliżej miasta, myślałam, że całkiem wyschła. Wtedy na mojej ścieżce pojawiła się woda, płynęła żwawo spod jednego z drzew. Nie wyżłobiła sobie jeszcze koryta, więc pewnie było to nowe źródło zasilające górski potok „zmęczony” upalnym latem. Bardo lubię takie niespodzianki, a "Źródło pod Drzewem" bardzo mnie zaintrygowało, na pewno tam wrócę.
Zeszłam do Karpacza, na Skalnym Osiedlu powitały mnie promienie słońca. Gdzie ja byłam niecałą godzinę wcześniej? W jakiejś przedziwnej krainie zimnej i pochmurnej z Ponurą Kaskadą, źródłami wybijającymi spad drzewa i niezwykłymi kamieniami, które znalazłam po drodze. Zejście z Budnik do Karpacza to niecałe 2 km, ale jakie niezwykłe były te kilometry.