czwartek, 16 listopada 2017

Aleja Dębowa - Karsibór


Mam wielkie szczęście do pięknych drzew. Ogromne dęby stały dostojnie po obu stronach  głównej drogi Karsiboru. Wspaniałe uczucie przechadzać się w ich cieniu. Wędrowałyśmy z Olą i odkrywałyśmy skarby tej niewielkiej wyspy. Była to  końcówka października więc jesień jeszcze nie rozgościła się na dobre, wszędzie widziałyśmy sporo zieleni. Na końcu alei rósł dąb, który od razu otrzymał ode mnie nazwę: „Król Dębów” i jak przystało na króla miał swoją świtę. Dwóch strażników – piękne owczarki siedziały za płotem. Były tylko z pozoru zamknięte, bo oba sprytnie wchodziły na mur ogradzający posesję i spoglądały z wysoka na to, co dzieje się w alei. Pilnowały. Reszta królewskiej świty spacerowała po okolicy. Spotkałyśmy Posłańca – sympatycznego kundelka oraz jednego z wielu karsiborskich kotów - "Kota Szwendacza". Nad głowami co chwilę przelatywały klucze gęsi, nawołując się charakterystycznym śpiewem.  Po prostu sielanka z dala od miejskiego gwaru i codzienności. Dobrze czasem zajrzeć w takie miejsca.















piątek, 10 listopada 2017

Zielona Góra ul.Żeromskiego 17 - piękny adres


Nieczęsto mam okazję, przystanąć przy jednej z kamienic w moim mieście i przyglądać się jej uważnie. Codzienność potrafi tak sprytnie uwikłać. Chociaż wydaje mi się, że nigdzie się nie spieszę, wycieczka do miasta z aparatem to dla mnie wielkie święto. Kamienicę przy ul Żeromskiego 17 wypatrzyłam już dawno.  Należy ona do wielu secesyjnych budynków w moim mieście. Nie wiem, kiedy polubiłam secesję w architekturze. Wypatrywałam więc śladów tego stylu na budynku, przed którym stałam. Piękne łuki nad oknami, detale roślinne i inne ozdoby, nadawały ogromnej kamienicy lekkości i piękna. Ostatnio często powtarzam, że teraz tak się nie buduje, szkoda.
Szukałam informacji na temat tego domu i znalazłam bardzo ciekawy artykuł (Łącznik Zielonogórski). Okazuje się, że budynek kryje w sobie też klatkę schodową ozdobioną polichromiami. Może kiedyś będę mogła ją zobaczyć.
Zapraszam, tym razem nie na spacer, ale proponuję przystanąć przed okazałą kamienicą i spojrzeć ciekawym okiem na detale jej fasady.   
























piątek, 3 listopada 2017

Karsibór


Wioska, nie-wioska, bo Karsibór od wielu lat jest częścią Świnoujścia. Senny leniwy, ale pozory mylą. Karsibór to też wyspa utworzona z południowej części wyspy Uznam. Powstała  po wykopaniu Kanału Piastowskiego. Widziałam ten kanał. I widziałam też jak wieczorną porą, ponad wierzchołkami drzew, przesuwała się nadbudówka ogromnego statku uzbrojona w jakieś anteny i maszty. Wszystko pięknie świeciło i błyskało ostrzegawczo. Miejsce to stało się rajem dla miłośników ptaków. Jest tu rezerwat Karsiborska Kępa i wszędzie panoszą się różne skrzydlate okazy. Na pomoście przywitała nas czapla i całe stadko mew. Ekipa ta towarzyszyła nam do końca naszego pobytu. Czapla zwykle stała dostojnie, a reszta towarzystwa nawoływała się krzykliwie i kłóciła o lepsze miejsca na pomoście lub na słupku. Siedzenie na słupku było chyba jakimś wyróżnieniem. Do tego hałaśliwego towarzystwa od czasu do czasu podpływał łabędź albo cała łabędzia rodzinka. Szybko okazało się, że Karsibór był idealny, do tego, aby snuć się leniwie w jesienne popołudnie i odkrywać uroki dawnej rybackiej osady. Główna droga prowadziła od, tajemniczo brzmiącej, bazy U- botów aż do kościoła. Przyjechałyśmy z Olą do Karsiboru w jesienne popołudnie i zdawało nam się, że czas tu zwolnił tempo, albo znalazłyśmy się w innym świecie. Tuż za pensjonatem rozpoczynała się aleja pięknych pomnikowych dębów. Ucieszył mnie ich widok. Szybko też odnalazłam inną atrakcję – wzgórze „Piekarzyna” z drzewami jedynymi w swoim rodzaju. Drzewom warto poświęcić więcej uwagi – przygotuję dla nich osobne wpisy
Tymczasem zapraszam na krótką wędrówkę. Skręciłyśmy z Olą w lewo do rezerwatu ptaków. Nie była to dobra pora na zapuszczanie się w zarośla i pewnie z wieżyczki widokowej też niewiele byśmy zobaczyły, wiec tylko tam zerknęłyśmy na niekończące się szuwary.  Droga w prawo była bardziej kusząca, prowadziła do ewangelickiego cmentarza. Wybrałyśmy ją ciesząc się sielanką wioski nie-wioski. Nagle z sadu wybiegły … czarne świnie?  Nie nie, to nie były te słodkie czarne świnki wietnamskie, ale dziki - z ostrymi kłami, jak z wiersza Brzechwy.  Cytuję dla przypomnienia: „Dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły, kto spotyka w lesie dzika, ten na drzewo szybko zmyka”. Nie uciekłyśmy na drzewo stałyśmy naprzeciw dzika na drodze i – jak w westernie mierzyłyśmy się z nim wzrokiem. Kto ustąpi? Na szczęście zwierz ustąpił i zwiał gdzieś na pole, a za nim cała jego rodzinka. Cmentarz był bardzo stary i jak każde miejsce wiecznego spoczynku – bardzo przejmujący. Oglądałam i fotografowałam detale metalowych ogrodzeń, które przetrwały na wielu grobach. Wróciłyśmy na główną ulice i spacerowałyśmy rozglądając się uważnie tak dotarłyśmy do kościoła. Obok niego stała łódź. Przyglądałyśmy się jej bardzo dokładnie. Wokół kościoła było sporo pięknych drzew, wśród nich piękne wiązy, bardzo lubię te drzewa. Niewielki Karsibór ma wiele atrakcji. Oprócz tych wspomnianych przeze mnie oraz innych wymienionych w przewodnikach znalazłam jeszcze jedną - płoty. Wędrowałyśmy główną ulicą, a ja podziwiałam ich różnorodność. Nie myślałam, że płoty mogą być takie ciekawe.