piątek, 15 lutego 2019

Wrocław Główny – czekanie może być ciekawe



Często przyglądam się detalom i szczegółom budynków. Niedawno, czekałam na pociąg we Wrocławiu i miałam dużo czasu. Mogłam więc pozaglądać w różne zakamarki dworca kolejowego. Został wyremontowany w latach 2010 – 2012 i robił duże wrażenie. Snułam się po peronach, przejściach podziemnych i po ogromnym holu z kasami. Słuchałam zapowiedzi pociągów odjeżdżających do innych miast. Przyglądałam się ludziom spieszącym na te pociągi, poruszali się jakby automatycznie. Mój czas jakby zatrzymał się na chwilę. Lubię taką „niespieszność” pełną fotogenicznych odkryć. 
Wiecie, że znalazłam na dworcu smoki! Bardzo zaintrygowały mnie te stwory, ale pociąg już wjeżdżał na peron. Na szczęście dążyłam zrobić im zdjęcia. Muszą poczekać na swoją historię. 



























niedziela, 27 stycznia 2019

Pałac w Trzebiechowie - rezydencja, gdzie czas odmierza dźwięk szkolnego dzwonka





Za bramą przywitał mnie piękny platan rosnący przed pałacem, inny bardzo ciekawy był za budynkiem. W zabytkowej rezydencji od wielu lat mieści się szkoła. Przez większość miesięcy w roku wypełnia ją gwar uczniów. Może nie jest to najszczęśliwsze wykorzystanie pałacowych wnętrz, bo pomieszczenia zostały przerobione, dostosowane do tej nowej funkcji, ale dobrze, że pałac żyje. Czas odmierzany jest dźwiękiem szkolnego dzwonka. W weekendy i w wakacje pałac zapada w krótką drzemkę i pewnie śni o minionych latach. O pięknych meblach, posadzkach i wszystkim, co go kiedyś zdobiło. O życiu, może wystawnym i dostojnym. Zastąpiła je praktyczna codzienność i setki bucików biegnących po schodach, po wiedzę. Przyjechałam do Trzebiechowa na chwilkę, w niedzielne popołudnie, nie mogłam więc wejść do środka. Przyglądałam się zdobieniom ściany frontowej. Nad wejściem był balkon z piękną balustradą. Zrobiłam kilka zdjęć i poszłam oglądać park za pałacem. Jak każdy park przy rezydencji był zapewne starannie zaprojektowany. Do naszych czasów pozostał tylko zarys tego planu. Zauważyłam bardzo zachęcającą alejką, ale miałam za mało czasu, aby sprawdzić, dokąd ona prowadzi i jakie niespodzianki przygotowała dla mnie. Zatrzymałam się przy niezwykłym platanie. Cały powyginany, rósł jakoś dziwnie, a na dodatek w swojej korze schował przyczepioną przed laty tabliczkę. Bardzo lubię takie drzewa.   
Informację na temat pałacu można znaleźć na stronie Lubuskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków



















czwartek, 10 stycznia 2019

Spacer po Železným Brodzie


Nie pamiętam skąd wziął się pomysł, aby przyjechać do tego małego czeskiego miasteczka, na dodatek pociągiem. Dla mnie to nie nowina, bo jestem miłośniczką publicznego transportu z konieczności i trochę z przekonania. Za to Ola, która zwykle jeździ samochodem, powiedziała, że „poczuła się jak za dawnych lat, jak to się dawno, przed erą auta, jeździło”. W gorący letni dzień wysiadłyśmy na niewielkiej stacyjce. Przyglądałam się detalom i robiłam zdjęcia. Lubię takie miejsca, gdzie czas się zatrzymał. Wyruszyłyśmy w stronę centrum miasta. Po drodze było dużo atrakcji dla mojego niezawodnego „Nikosia”. Zaintrygowała mnie na przykład niezwykła wystawa za szybą, a potem to już przepadłam. Przechodziłam przez most na Izerze. Kilka miesięcy temu  zrobiłam wpis o tym niezwykłym spotkaniu z moją ulubioną rzeką.  
Słyszałam, że w miasteczku są zabytkowe domy. Weszłyśmy więc do muzeum, gdzie mieściła się informacja turystyczna, żeby czegoś więcej dowiedzieć się. Zaopatrzone w mapkę i foldery ruszyłyśmy zwiedzać miasto. Najpierw uważnie przyjrzałyśmy się samemu muzeum. Można tam było zobaczyć wystawę poświęconą tradycji szklarskiej, z której słynie Železný Brod. Budynek nazywa się Klemencovsko i pochodzi z 1792 roku. Został on wkomponowany w nowy dom i od 1936 roku ta przedziwna para stary i młody witają dzielnie każdy nadchodzący rok. Na moim blogu znaleźli się na tytułowym zdjęciu.  Szybko odszukałyśmy trasę polecaną w informacji turystycznej  – Trávníky -  wytyczoną uliczkami miasta. Prowadziła pomiędzy pięknymi starymi domami z przełomu XVIII i XIX wieku. Był to raj dla moich oczu. Snułyśmy się zachwycając się budynkami Odwiedziłyśmy też Muzeum Szklanych Szopek Bożonarodzeniowych. Pisałam o nim na koniec 2017 roku. I tak dotarłyśmy do domu o nazwie Běliště. Mieściło się tam miejskie muzeum z ekspozycją etnograficzną, a wcześniej była garbarnia. Tutaj kończyła się nasza zabytkowa trasa, trochę jakby za szybko. Mogłabym wędrować i wędrować. Czułam się jakbym zwiedzała skansen, ale to nie był skansen, lecz uliczki miasta i domy, w których mieszkali ludzie. Piękne było to miasteczko polecam je wszystkim, którzy lubią snuć się niespiesznie  i pozwalają zauroczyć się zabytkowym chatom.