sobota, 14 grudnia 2019

Czeski kajet - rękopis mojej książki




Gdy przygotowywałam wieczory autorskie chciałam pokazać moim gościom ten zeszyt. Nie wiem dlaczego, ale tak się złożyło, że nie zabrałam go na żadne spotkanie. To bardzo ważny dokument i zasługuje na małą sesję fotograficzną i krótki wpis na blogu. Wyobraźcie sobie, że pierwsza, robocza wersja mojej książki zaczynała się o słów:

"W Frydlancie kupiłam wielki czeski kajet, więc chyba zacznę pisać książkę.
                                                                                                   (Sierpień 2010)

    I tak zaczęłam pisać w czeskim kajecie, na jakichś karteczkach, kserach map i planach tras. Notowałam myśli, które plątały się po głowie i opisywałam to, co widziałam i przeżyłam w czasie moich cestování, czyli podróży. Teraz próbuję ułożyć to w jakąś zgrabną całość.” 

W czasie moich rowerowych wakacji w 2010 roku, podczas jednej z wycieczek, w małym sklepiku w Frydlancie, kupiłam duży zeszyt. Od tego dnia, po powrocie z tras rozsiadałam się przy stoliku przed domem w Czerniawie. Zapach maciejki i muzyka świerszczy pomagały tworzyć opowieści o tym co widziałam po drodze. Niektóre miejsca znałam z wcześniejszych wakacji, porównywałam więc swoje nowe wrażenia z tym co pamiętałam. Czasem pisałam podczas wycieczek. W czasie przerw na posiłek lub odpoczynek zapisywałam swoje myśli na wszystkim co wpadło mi w ręce. Po kolejnych rowerowych urlopach kajet był uzupełniany, znalazły się tam różne karteczki z notatkami. Na jednej były moje szkice z hospudki w Chacie Jizerce. Pamiętam ten wieczór, za oknem zrobiło się brzydko, góry chowały się i pojawiały za chmurami… Powstało wtedy sporo pomysłów na rękodzieło!
Czeski kajet poleżał na półce, upłynęło trochę czasu zanim przepisałam notatki. Potem były zmiany poprawki i popraweczki. Aż w końcu ułożyłam wszystko w zgrabną całość, czyli książkę.
















sobota, 7 grudnia 2019

Odra w Krośnie Odrzańskim




Cały czas nadrabiam zaległości i poznaję bliższe i dalsze okolice Zielonej Góry. Tym razem odwiedziłam Krosno Odrzańskie. Wizytę w tym mieście rozpoczęłam od krótkiego spaceru nad Odrę. Na lewobrzeżu, na wzniesieniu Wysoczyzny Lubuskiej, wybudowano przed laty piękne wille. Ponad nimi wznosiły się nowe bloki oraz potężne gmachy dawnych koszar. Oba brzegi rzeki łączył piękny metalowy most. Spacerowałam po prawym brzegu. Patrzyłam na domy, które po drugiej stronie Odry pozowały do zdjęć jak modelki. Wyobrażałam sobie obrazek namalowany akwarelami, może mi się uda zrobić taki. Jak to zwykle bywa nad rzekami, znalazłam piękne okazy drzew: pomnikowy dąb i wierzbę. Na prawym brzegu rzeki rozpoczęła się historia Krosna. Przypominają o tym pozostałości murów obronnych, zamek. I fakt, że niedaleko miejsca gdzie Bóbr wpływa do Odry odkryto grodzisko średniowieczne. Spacer był tylko przedsmakiem historycznej uczty, która czekała mnie na Zamku Piastowskim. Miałam jeszcze trochę czasu. Przyglądałam się rzece, drugiej co do wielkości w Polsce, ale dla mnie ważniejszej, bo dosyć często się spotykamy. W chłodny, ale słoneczny dzień Odra płynęła dostojnie. Stałam na brzegu i pomyślałam sobie bardzo filozoficznie: „Wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo” (Heraklit). 



















niedziela, 1 grudnia 2019

Białe Drzewa kochają słońce ...



Jesienią, rok temu dostałam zdjęcie drzew rosnących na wysokim brzegu rzeki. Znajomy napisał, że to brzozy. Patrzyłam na nie i patrzyłam, powiększałam zdjęcie i coś mi nie pasowało. Brzozy były jakieś inne. Sięgnęłam po książkę o drzewach i już wszystko wiedziałam. Białe Drzewa ze zdjęcia to topole białe a nie brzozy. Tak już jest, że czasami coś okazuje się czymś zupełnie innym niż nam się wydaje. Topole kojarzymy przede wszystkim ze strzelistymi okazami rosnącymi przy drogach i w różnych zakamarkach miast, albo z trzęsącą się na wietrze osiką. Białe, zwane też białodrzewem, mają pień ciemny na dole tak jak dęby czy klony. Przechodząc obok często ich po prostu nie rozróżniamy. Trzeba podnieść głowę i spojrzeć wysoko żeby zobaczyć to co niezwykłe. Wiosną obsypują się białym puchem, który potem ścieli się pod naszymi nogami. Kora ma charakterystyczne przetchlinki i wygląda tak, jakby ktoś przykleił na nią całe mnóstwo niewielkich czarnych rombów. Korony tych topól mają grubsze gałęzie niż brzozy i srebrzą się w słońcu, bo ich liście są srebrne od spodu. Białe Drzewa kochają słońce im więcej słońca tym gałęzie są bardziej białe, a liście piękniej się srebrzą. W zielonogórskich parkach jest kilka wspaniałych okazów tego gatunku. Zresztą po dyskusji na temat zdjęcia z Białymi Drzewami te topole widzę dosłownie wszędzie. Rosną  przy opisywanej przeze mnie drodze z Zaboru do Droszkowa, przy drodze do Cigacic. Ale chyba najpiękniejsze, najbardziej białe, ogromne i rozłożyste widziałam z okien pociągu przed stacją Wrocław Główny. Do wpisu wybrałam zdjęcia różnych drzew, które znalazłam w mojej okolicy. Wszystkie czekają na imiona i historie na blogu. Galerię rozpoczynają Białe Drzewa na skarpie nad rzeką - te, które dostałam rok temu.  





















wtorek, 19 listopada 2019

Książę, obrazy Sylwii Gromackiej-Staśko i Chopin w Sali Kryształowej Pałacu w Zaborze


Franz Friedrich Prinz von Preussen i Sylwia Gromacka-Staśko

Kilka dni temu po raz kolejny podziwiałam przepiękną Salę Kryształową Pałacu w Zaborze. Brałam udział w niezwykłym wydarzeniu - koncercie charytatywnym na rzecz szpitala mieszczącego się w zabytkowej rezydencji. Gościem honorowym tego wydarzenia był Franz Friedrich Prinz von Preussen wnuk Herminy von Reuss ostatniej właścicielki pałacu. Spotkanie rozpoczęła część oficjalna. Dyrektor Andrzej Żywień podziękował Księciu za wsparcie szpitala. Podarował obraz Sylwii Gromackiej-Staśko. Wicemarszałek Łukasz Porycki wręczył Odznakę Honorową za Zasługi dla Województwa Lubuskiego, przyznaną przez Sejmik. Potem rozpoczęła się prawdziwa uczta dźwięków i kolorów. Młodziutki Kacper Łyczkowski wprowadził wszystkich w świat muzyki fortepianowej J.S. Bacha, Mozarta i Chopina. Po nim wystąpiła Shizuka Okumura, utytułowana japońska pianistka mieszkająca od kilku lat w Polsce. Zaprezentowała utwór japońskiego kompozytora Kozaburo Hirai. A po chwili w Sali Kryształowej ponownie zagościły utwory F. Chopina. Patrzyłam jak zahipnotyzowana na ręce pianistki wędrujące po klawiaturze raz dynamicznie tak, że trudno było za nimi nadążyć, a po chwili lekko i spokojnie. Niesamowita energia, a jednocześnie niezwykła delikatność. Przyglądałam się wnukowi ostatniej właścicielki zasłuchanemu w te przepiękne dźwięki. Dobrze, że są chwile, które łączą przeszłość i teraźniejszość. Miałam wrażenie, że muzyka fortepianu opowiada wielowiekową historię pałacu i ożywia świat zaklęty w misternej rokokowej w sztukaterii Sali Kryształowej. Putta umieszczone na suficie, trzymające instrumenty przyłączały się do koncertu i wtórowały pianistce. Rośliny zdobiące salę rozrastały się i rozkwitały białymi pąkami. Po chwili dźwięki pobiegły do sali obok, gdzie była wystawa obrazów Sylwii Gromackiej-Staśko. Co tam się działo?! Po jednej stronie wędrował wielobarwny, winobraniowy korowód. Po drugiej rosły niezwykłe drzewa, a domki wesoło tańczyły na płótnach. Ciekawy kontrast, perłowa biel Sali Kryształowej, a obok cała feeria kolorów. U Sylwii nie ma czystych barw, jej płótna cieszą oczy mnóstwem odcieni. Po chwili przestrzeń pomiędzy sztalugami wypełnili ludzie wychodzący z koncertu. Na końcu wyszedł Książę. Przez moment stał w drzwiach i obserwował zebranych. Franz Friedrich Prinz von Preussen z dużą otwartością przyłączył się do podziwiających obrazy. Uważnie oglądał prace Sylwii. Dwa lata temu poznał styl artystki. Teraz znalazł czas na dłuższą rozmowę. Wygląda na to, że potomek właścicieli pałacu i malarka, wielka miłośniczka regionu i znaleźli jakiś wspólny temat. Przy okazji jeden z kolorowych aniołów artystki pofrunął do Księcia, niech go chroni. 
Mrok otulił świat za oknem. Oświetlony pałac wyglądał bajecznie. Wszyscy powoli rozchodzili się. W Sali Kryształowej pozostał czarny fortepian i dźwięki kolędy- niespodzianki, którą skomponował dyrektor Andrzej Żywień i obdarował nią swoich gości.
„A czas płynąc poprzez ciszę
Przystanął zdumiony.
Bóg jest w niebie, Bóg na ziemi
Świat będzie zbawiony”

Dyrektor Szpitala Andrzej Żywień

Franz Friedrich Prinz von Preussen (w środku) Agata Zajączkowska, wicemarszałek Łukasz Porycki

Kacper Łyczkowski

Shizuka Okumura 

Shizuka Okumura Franz Friedrich Prinz von Preussen i Agata Zajączkowska 

Shizuka Okumura

Shizuka Okumura i Andrzej Żywień






Franz Friedrich Prinz von Preussen 

Dyrektor Andrzej Żywień wręcza kwiaty Sylwii Gromackiej-Staśko

Adam Dopierała wręcza Anioła od Sylwii Gromackej-Staśko 

Franz Friedrich Prinz von Preussen i Sylwia Gromacka-Staśko

Franz Friedrich Prinz von Preussen, Sylwia Gromacka-Staśko i Adam Dopierała 

Franz Friedrich Prinz von Preussen, Sylwia Gromacka-Staśko i Adam Dopierała