niedziela, 24 maja 2020

Krzywulec




Dobrze znam tę uliczkę, jest tam kilka ładnych domów, ale to nie one będą bohaterami tego wpisu. Gdy chodziłam do podstawówki, przy ulicy stał sklep spożywczy – taki „blaszak”. Biegłam do niego, kiedy w „moim” sklepiku zabrakło śmietany albo masła. Byłam trochę zła, bo wydawało mi się, że to strasznie daleko. Teraz uliczka jest jakby trochę bliżej, a w miejscu, gdzie kiedyś był sklep, zauważyłam pusty, ogrodzony teren. I właśnie tam rośnie Krzywulec – piękna topola biała. Tak myślę, że ona biała, ale sprawdzę to później oglądając liście. Krzywulec wygląda jakby nieustannie tańczył. Może z okien sąsiedniego domu puszczają jakąś ładną muzykę? A może wiatr tańczy w jego gałęziach? Nie przeszkadza to srokom i wronom, które spoglądały na świat z najwyższych gałęzi, ale nie chciały pozować. Próbowałam zrobić im "ładne" zdjęcia lecz one wystawiały do aparatu swoje ogonki. Trudno, ale i tak cieszę się z kolejnego intrygującego drzewa w mojej kolekcji. Sfotografowałam je, zanim piękna zielona czuprynka zakryła ciekawy kształt. Na pewno wrócę w tę okolicę i przy okazji odwiedzin u Krzywulca, sfotografuję dom, który patrzy. Takie cuda są w mojej  Zielonej Górze.  









niedziela, 17 maja 2020

Zwyczajna ławeczka



Od jakiegoś czasu rozglądałam się uważnie i szukałam właśnie takiego miejsca – zwyczajnej ławeczki.  I wreszcie znalazłam! Stała na skraju niewielkiego lasu, nie wyróżniała się niczym szczególnym. Była może ciut za niska i bez oparcia, ale doskonale nadawała się na chwilę relaksu. Posiedziałam na niej przyglądając się otaczającej mnie zieleni i wsłuchując w przepiękny śpiew ptaków. Zwyczajna ławeczka, bez jakiejś ciekawej historii, bez zbyt głębokich przemyśleń. Taka „bezmyślna” i milcząca intrygowała mnie cały tydzień. Wybrałam się do niewielkiego lasu i chciałam zrobić więcej zdjęć, ale ktoś mi „podsiadł” ławeczkę. W sumie to ucieszyłam się, że znalazł się kolejny miłośnik ławeczkowego relaksu.



piątek, 1 maja 2020

Drzewo, które wskazuje kierunek


Poszukiwanie pięknych drzew jest moim ulubionym zajęciem. Miałam do tego okazję podczas wizyty w Myśliborzu. Jezioro Myśliborskie i niewielki park aż kusiły do spaceru. Najpierw zauważyłam piękne okazy rosnące na plaży. Potem, zachęcona widokiem platanów, powędrowałam w głąb parku. Przy platanach rosło niewysokie drzewo, zaciekawiło mnie. „Cóż to za dziwoląg?”- pomyślałam. Gałęzie miało pokręcone i pierwsze skojarzenie, że są one jak słowa napisane nieznanym alfabetem. Potem przypomniała mi się kreskówka sprzed lat – „Ludzik Balum balum”. Ale wyglądało trochę tak, jakby rysownikowi wszystko poplątało się i jego ludzik zawieruszył się w gęstwinie zawijasów. Oglądałam bardzo uważnie moje znalezisko i zastanowił mnie pień. Chyba należał do dwóch różnych drzew o zupełnie innej korze. Na jednym ze zdjęć widać to wyraźnie. Przygotowując ten wpis postanowiłam poszukać kogoś, kto rozwikła zagadkę tego ciekawego drzewa. I tak w trafiłam na stronę Dendrologia Sobolewski  i dobrze trafiłam. Pan Sobolewski oglądając przesłane przeze mnie zdjęcia, z wielkim zaangażowaniem szukał rozwiązania mojej zagadki … i znalazł! Niezwykłe drzewo to wiąz Camperdowni. Ucieszyłam się bo bardzo lubię wiązy! W opisie tej szczególnej odmiany przeczytałam, że jest to drzewko szczepione, a pokrój jego korony ma zwykle kształt parasola. Widocznie wiąz w Myśliborzu miał trochę inny plan. Postanowił nie przypominać jakiejś tam parasolki, ale wskazywać swymi gałęziami kierunek... może jak dojść do jeziora?












piątek, 17 kwietnia 2020

Mumlawski Wodospad - moja kopia naturalnego piękna


Mumlawa jest niedużą karkonoską rzeką. Płynie po czeskiej stronie gór i ma zaledwie 12 kilometrów. W swoim dolnym biegu oddziela Karkonosze od Gór Izerskich. Zwracam uwagę na takie informacje. I chociaż jest to umowne, ciekawa jestem gdzie kończą się lub zaczynają moje ulubione górskie pasma. Uwielbiam wpatrywać się w rzeki. Często mam wrażenie, że wraz z nurtem płyną jakieś emocje i różne nastroje. Rzeki bywają spokojne albo wzburzone, tak jak my. Widziałam Mumlawę chyba o każdej porze roku i w różnym nastroju. Zupełnie zauroczył mnie wodospad znajdujący się niedaleko Harrachova. Podziwiałam go wielokrotnie i przyglądałam się znajdującym się koło niego kociołkom wirowym (eworsyjnym). Jest ich kilka, a ten poniżej, utworzony przez spadający wodospad, jest ogromny i bardzo głęboki. Wyżłobiła go woda spływająca z gór przez setki lat. Na trasie narciarskiej obok rzeki ćwiczyłam jednej zimy biegówkowe kroczki. W gościnnej Mumlavskiej Boudzie, schronisku stojącym tuż przy wodospadzie, objadałam się kołaczkiem i popijałam kofolę. To taki obowiązkowy program czeskich wędrówek. 
Dokąd płynie Mumlawa - piękna karkonoska rzeka? Jest prawym dopływem Izery. Kiedyś, podczas rowerowej wycieczki, dotarłam do miejsca gdzie łączy się z Izerą. I dalej, razem jak dwie przyjaciółki, podążają od setek lat w tym samym kierunku - do Morza Północnego. Czy zgodnie? Tego nie wie nikt, bo nie wiadomo o czym szumią rzeki.






















Miejsce gdzie Mumlava wpływa do Izery

Na Myte - hotel przy miejscu gdzie Mumlava łączy się z Izerą


Ścieżka nazywana Planyrką biegnąca wzdłuż Izery 
Widok z Planyrki -  Izera płynąca razem z Mumlavą  

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Świnoujście - nadmorska przestrzeń


Jesienny spacer brzegiem morza - przepiękne chwile zatrzymane w kadrze. Przyglądałam się wtedy ptakom kąpiącym się w morzu. Nie zwracały uwagi na ciekawskie oczy. Widok pluskających się mew nie dziwił mnie, ale wrona?! Zrobiłam jej całą sesję fotograficzną.  Do ptasiego towarzystwa dołączył długonogi ptaszek – szlamik i sympatyczna gąska, która unikała spotkania z obiektywem. Nieco dalej fale wyrzuciły meduzę, pamiętam że w dzieciństwie zbierałam to dziwne stwory do małego wiaderka i wypuszczałam tam gdzie fale były mniejsze. Próbowałam sobie przypomnieć kiedy ostatnio chodziłam po plaży, oj dawno temu, bo ja uparcie od wielu lat, gdy planuję urlop, wybieram górskie okolice.
Morze to ogromna przestrzeń, w którą można patrzeć godzinami, wsłuchując się w szum fal i zachwycać się. Często w tej niezwykłej przestrzeni, gdzieś w oddali, na linii horyzontu, pojawia się statek. Potem przybliża się powoli i dostojnie pozując do zdjęć. Piękne to nasze morze! Przeglądam teraz te fotografie i przyznam, że nie myślałam, że statki tak wspaniale prezentują się. Są jakby naturalną częścią nadmorskiej przestrzeni, podobnie jak latarnia morska - piękna, murowana z cegły, czy Stawa Młyny - stary znak nawigacyjny w kształcie wiatraka, bardzo charakterystyczny. Często pokazywany na zdjęciach ze Świnoujścia. Miasto położone jest na wyspach. Pomiędzy dwoma największymi kursują promy - Bieliki. Płynęłam nim kilkakrotnie i sprytnym okiem „Nikosia” oglądałam detale. Powędrowałam też na terminal promowy. Zacumowane ogromne promy kusiły rejsami do Skandynawii. Przypomniała mi się moja podróż na Bornholm i do Danii w latach 90 ubiegłego wieku. Zdjęcia robiłam wtedy analogowym aparatem, starą Zorką. Mogłabym spróbować odtworzyć je w wersji cyfrowej i opisać te moje wojaże. Myślę, że  powstałaby ciekawa opowieść.