środa, 15 sierpnia 2018

Cuda natury - wspomnienia z górskich wędrówek



Podczas urlopu wędrowałam po Górach Izerskich i lasach w koło Szklarskiej Poręby. Odwiedziłam fragment  Mojej rowerowej przestrzeni i jak zwykle zachwycałam się pięknem otoczenia. Przyroda tworzy wspaniałe kompozycje, jakich człowiek na pewno nie wymyśli. Wystarczy po prostu, zwolnic tempo i dobrze rozejrzeć się, a świat pokaże prawdziwe cuda natury. Założenie, żeby zwolnić tempo czasem jest bardzo trudne, ale tego lata "niespieszenie się" wychodziło mi bardzo dobrze. Snułam się drogami i ścieżkami, i podobnie jak fotografuję detale architektury, fotografowałam "różności" zebrał się mała kolekcja, którą warto pokazać. Podczas jednego ze spacerów nie mogłam sobie odmówić wielkiej przyjemności: usiadłam na chwilę na wielkim kamieniu przy Górnym Dukcie. To była moja górska ławeczka – ławeczka marzeń. Dobry moment, aby się z nich „rozliczyć”. Wiele spełniło się i zrobiło miejsc nowym, inne jeszcze czekają. W czasie wędrówek wracały do mnie wspomnienia z różnych zakątków i związane z nimi emocje. Zbierałam te emocje rozsypane po moich górach: z czeskiej wioski Jizerki, z Jagnięcego Jaru, znad ukochanych rzek Izery, Jizerki, Kamiennej i różnych potoków, z Drogi pod Reglami oraz  ścieżek. Zbierałam je i układałam od nowa. W tej niezwykłej przestrzeni poczułam przedziwną równowagę. Takie wrażenie, że moje miejsce jest właśnie tu gdzie jestem teraz, na urlopie, ale też w codziennym życiu. Mam wszystko to, co jest dla mnie ważne, potrzebne (to słowo nie do końca mi pasuje, ale nie znalazłam lepszego). Radość równoważy się ze smutkiem, spokój z niepokojem. Ta harmonia, wiąże się też z przekonaniem, że nic nie jest przypadkowe. Życie to nie jest seria przedziwnych niewytłumaczalnych zdarzeń. Jakby to powiedziała koleżanka Basia: "życie to ubranie skrojone na miarę". Fakt, że życie ciągle zmienia się, tak jak przyroda w różnych porach roku, ale te zmiany mają swój sens i rytm. Wszystko jest dobrze poukładane. Trzeba tylko wsłuchać się, przypatrzeć i zaakceptować, że jest dokładnie to, co ma być. I to jest piękne, tak jak cuda natury -  czasem niepozorne, niezauważalne.

Obrazek tytułowy: "Cuda natury - stary i młody" akwarela, sierpień 2018


























czwartek, 9 sierpnia 2018

Złoty Potok - pełen skarbów




Znam go od ponad dwudziestu lat. Tak jak to zwykle bywa w Mojej przestrzeni, powoli i stopniowo odkrywam jego piękno. Dlatego wracam. Kiedyś, gdy chodziłam z plecakiem po górach, lubiłam w upalne dni ochłodzić się nad jego brzegiem. Teraz wybrałam się na kolejne nasze spotkanie już pierwszego dnia pobytu w Szklarskich Porębie. Szłam inną drogą niż zwykle, a właściwie ścieżką, tajemniczą ścieżką, bo na początku nie byłam pewna czy zaprowadzi mnie tam gdzie chciałam. Nie myliłam się w swoich przypuszczeniach. Po kilku minutach znalazłam się nad Złotym Potokiem. Okolica wydawała się zupełnie odludna, a jest dosłownie kilkanaście metrów od drogi i blisko zabudowań. W miejscu, do którego dotarłam potok płynął po ogromnych skałach, porośniętych mchem i wyglądał niesamowicie. Szum wody i piękna zieleń roślin koiły zmęczenie kilkugodzinną podróżą. Poziom wody był niski, mogłam więc przechodzić po kamieniach z jednej strony na drugą i tak, jak ja to lubię, zaglądać w różne zakamarki. Czego szukałam? Wiadomo - maleńkich fioletowych okruszków - ametystów. Od wielu lat znajduję je właśnie w tym potoku. Tego lata zdawało mi się, że nie mam zbyt dużo szczęścia. Chodziłam już dosyć długo wzdłuż strumienia, ale niczego przypominającego ametysty nie widziałam. Już miałam odejść, ale zerknęłam jeszcze na miejsce gdzie kiedyś bardzo często przechodziłam przez strumień. Podniosłam ciemną grudkę z dna i oniemiałam. Był to największy z dotychczas znalezionych kamieni. Prawdziwy skarb. Rozglądałam się czy nie znajdę czegoś jeszcze. Byłam tak oczarowana, że zupełnie straciłam poczucie czasu. W pewnym momencie włączył mi się rozsądek (może powinnam napisać w odpowiednim momencie) i kazał wracać z tego pięknego miejsca, jak ja to mówię do cywilizacji. Warto pamiętać, że czasem bardzo blisko są piękne, niezwykłe zakamarki i czekają tam na nas prawdziwe skarby. 

Zdjęcie tytułowe: "Złoty Potok koło Szklarskiej Poręby" akwarela, sierpień 2018




















niedziela, 5 sierpnia 2018

Moje rękodzieło

      

Od wielu lat coś tworzę: rysuję, maluję, wyklejam i skręcam. Nigdy nie uczyłam się tego, po prostu próbuję realizować swoje pomysły i nazywam je rękodziełem. Rowerki z drutu i z linki rowerowej, rysunki drzew wykonane ołówkiem i tuszem już zagościły na blogu ilustrowały moje wpisy. Od jakiegoś czasu kusiła mnie akwarela i to właśnie tą techniką wykonałam obrazki na okładkę mojej książki.
Kilka tygodni temu, po rozmowie o warsztatach plastycznych, zaczęłam zastanawiać się dlaczego nie uczę się malować. Nie ćwiczę, tak powoli, systematycznie, jakiejś techniki potem innej, nie pytam kogoś czy dobrze to robię? No właśnie!
W czasie urlopu wrócił do mnie pomysł malowania akwarelami i wyjątkowo ochoczo zabrałam się do malowania - ze zdjęć. Pomysł był taki, aby pomnożyć to, co było piękne na tych zdjęciach. Aparaty fotograficzne przetwarzają to, co jest w naturze, zmieniają perspektywę, odcienie, ale od czegoś trzeba zacząć.
Niezawodną nauczycielką – konsultantką okazała się Basia (Style Barbara Szymaniuk), tak, ta sama, od Stylowych ławeczek i od Zabawnych i poważnych przebieranek. Nie wiem jak ona to robi, że na maleńkim zdjęciu w telefonie wszystko wypatrzy i na przykład niebo nie jest „do wynajęcia”, jak w piosence, ale do poprawki.
Żeby nie było zbyt łatwo dostałam od Basi zadanie, ilustrowania akwarelami wpisów na blog. To duże wyzwanie, będą tam na pewno krajobrazy, strumienie i architektura, na pewno nie zabraknie moich ukochanych drzew. Ciekawa jestem jak uda mi się namalować detale. Dużo pracy przede mną. Przygotowałam już pierwszy obrazek. Przedstawia Złoty Potok koło Szklarskiej Poręby.

Zdjęcia tytułowe wpisu: Wioska Jizerka i Okolice "Chatki Górzystów" akwarele, luty 2017

Prace będę prezentowała na podstronie  bloga w zakładce  Moje rękodzieło

Złoty Potok koło Szklarskiej Poręby, akwarela, sierpień 2018

środa, 1 sierpnia 2018

Most Zwierzyniecki we Wrocławiu - pogodne spojrzenie na przeszłość


Jest prawdziwą pięknością wśród mostów, które niedawno widziałam. Jego metalowa, nitowana konstrukcja opiera się na przyczółkach z granitu. Przypominają trochę zamkowe wieże i chyba to mnie w nim najbardziej zaintrygowało. Powstał pod koniec XIX wieku i nie trudno wyobrazić sobie, że kiedyś jeździły tu dorożki i tramwaje konne. Gdy patrzyłam na tę zabytkową budowlę pomyślałam, że w niezwykły sposób łączy ona dawne czasy ze współczesnością. Miałam wrażenie, że jest to taka mała furtka, przez którą zagląda do mnie przeszłości, ale nie ta z dorożkami, tylko moja. Na pewno znacie takie dziwne odczucie, że  powraca to, co było kiedyś. Pewne sytuacje powtarzają się, tak jakbyśmy cofnęli się kilka lat do naszej przeszłości. Dlaczego to wraca, po co? Aby można było przeżyć to jeszcze raz, inaczej, lepiej? Jest to trochę tak, jak z wycieczkami, gdy odwiedzam te same, dobrze znane miejsca i za drugim razem dostrzegam tam coś innego, widzę to, co kiedyś umknęło. Czasem samo miejsce zmienia się i warto na nie spojrzeć, jakby po raz pierwszy. Może przeszłość „powraca” właśnie po to, aby tak spokojnie, jeszcze raz popatrzeć na nią i porozmawiać ze sobą, dostrzec to, co umknęło, pogodzić się z czymś, co było kiedyś i wydawało się zbyt trudne. Dobrze mieć taki swój "most", dzięki któremu z refleksją i dystansem patrzy się na różne chwile, które przeżyliśmy w naszym życiu.
Więcej informacji o Moście Zwierzynieckim -  w Wikipedii