piątek, 13 listopada 2020

Drzewo a raczej Drzewko Barierka


Coraz mniejsze te moje okazy! Więc wpis o nim też pewnie będzie niedługi. W  moim ulubionym lesie, na potoku Pustelniku, jest niewielki staw. Kiedyś dowiedziałam się, że niedaleko był młyn. Korzystając ze wskazówek Jacka, znajomego blogera (Rowerem na Rympał), odnalazłam ruiny młyna. I oczywiście przygotowałam o nich wpis. Często wracam nad staw, który nazywany jest Stawem przy Wrzosowym Młynie i też, razem z drugim nieco mniejszym, był wdzięcznym bohaterem innej opowieści na blogu. W maju przyszłam tam ponownie i pokazywałam koleżance miejsce, gdzie widziałam zimorodka. Ptaszka niestety nie było, ale moją uwagę zwróciło drzewko. Było niewielkie i rosło tak, że przypominało szlaban na przejeździe kolejowym. Tak mi się to skojarzyło. Niedawno w jesienne popołudnie wybrałam się do lasu, aby odszukać ten szlaban. 
Pędzę przez las tak szybko jak mogę. Piękne jesienne akcenty, rozweselające szarość i listopadowe nastroje kuszą, aby przystanąć i robić zdjęcia. Nie dałam się skusić, ale bardzo żałuję, że tak późno się wybrałam. Nawet grzyby, było kilka podgrzybków, nie były w stanie zwolnić mojego „zawrotnego tempa”. Do dzisiaj nie mogę w to uwierzyć, ale w lesie, po którym chodzę od kiludziesięciu lat, szłam  nieznaną drogą. Taka niespodzianka! A jeszcze ciekawsze było dla mnie to, że spotkałam tam moją znajomą. Iza, pozdrawiam Cię bardzo srdecznie, już wiesz po co tak spieszyłam się w ostatnią niedzielę. Prawdę mówiąc, tylko kawałek trasy szłam drogą, resztę pokonałam na skróty, przez piękne pagórki. Na szczęście niewysokie. GPS, który mam w głowie, działa doskonale, więc sktóry doprowadziły mnie  dokładnie do stawiu. Drzewko było na swoim miejscu. Część liści już opadła. Pozostałe w jesiennych barwach prezentowały się doskonale. Nie docierają tu odgłosy miasta. Ptaki też nie śpiewały zbyt głośno i tym razm nie słyszałam kruków. Cisza jest chyba siostrą Wyobraźni. Patrzyłam na to małe niepozorne drzewo i właśnie wtedy pomyślałam, że jest jakąś bramką czy szlabanem? Do czego? Może, gdy przekroczę bramkę przeniosę się do czasów, gdy Pustelnik napędzał koła Wrzosowego Młyna, który stał niedaleko? Wędrówka Wyobraźni  w dawne czasy, tak bardzo wciągnęła mnie, że zapomniałam zabrać liść i przyjżeć się uważniej korze drzewka, aby rozpoznać jego gatunek. Może to czeremcha?



















2 komentarze:

  1. Jak często kiedy znajdujemy się w lesie zaczyna działać nasza wyobraźnia.
    A drzewko faktycznie jest zjawiskowe, jak fajnie młode gałązki rosną do góry.
    Jaki odprężający bywa spacer po lesie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to szczęście, że mieszkam niedaleko lasu. Każdy spacer to odkrywanie czegoś nowego, chociaż chodzę od lat w te same miejsca. Niesamowie! Dziękuję i również pozdrawiam :)

      Usuń