sobota, 9 listopada 2019

Budniki – magia gór



Mapa umieszczona na tablicy informacyjnej pod wiatą w Budnikach

Kilka tygodni temu pisałam na blogu o mojej wakacyjnej wycieczce do Budnik: o Ponurej Kaskadzie i o ławeczce nad osadą. Pamiętam, że ta ławeczka działała bardzo rozleniwiająco i trudno było z niej wstać, oderwać oczy od pięknego widoku. Ale w końcu przyszła pora ruszyć się. Wędrowałam szlakiem Miłośników Budnik dookoła nieistniejącej osady. Byłam bardzo ciekawa co jeszcze zobaczę po drodze. Weszłam na zielony szlak ... i mocno zdziwiłam się. Byłam tu w 2005 roku i nie pamiętam żeby było tak stromo! Na szczęście teraz schodziłam, więc powolutku i ostrożnie stawiałam kroki. Zawzięcie fotografowałam drzewa i ślady dawnych zabudowań. Czytałam tablice informacyjne. Niesamowite, kiedyś była tu szkoła, schroniska z gospodami. Dotarłam do wiaty postawionej w pobliżu potoku Malina w centrum Budnik. Rozsiadłam się wygodnie i coś mnie zaniepokoiło. Kobieta, która siedziała na ławeczce bliżej potoku położyła się i zasnęła. Pan z plecakiem też przysnął na innej ławeczce. Czy to właśnie tak działa magia gór? Wszystkich zmorzył jakiś dziwny sen. Tylko mały chłopiec biegał w strumieniu i budował tamy na wodzie. Czytałam legendę o Wołogórze, duchu opiekującym się tym terenem. Był pomocny ludziom, ale może też i dowcipny. Przy okazji zapytam miłośników okolic Karpacza i Kowar, czy  ten dziwny sen to sprawka Wologóra. Nie posiedziałam zbyt długo pod wiatą. Przeszłam szybciutko przez Malinę i już trochę spokojniejsza ruszyłam zielonym szlakiem do Karpacza. 
Więcej informacji o tym niezwykłym miejscu na stronie Budnik






















4 komentarze:

  1. Dawno tu nie zaglądałam. Dzisiaj rano, jeszcze przed wschodem słońca, nieśmiało wyglądającego zza budynku sąsiadki, oglądam mapę dawnej osady BUDNIK. Nasi przodkowie przywołują nas w starodawne progi, byśmy nie zapomnieli skąd jesteśmy. A jesteśmy, jak Twoje drzewa na zdjęciach. Zakorzenieni w matce Ziemi. Przytuleni do siebie. Spijające łapczywie liśćmi poranną rosę i zieleniąc się, tym razem z radości, cicho szumimy swoją historię na turystycznych szlakach. Byliśmy tam: Kowary wspominam najmilej. Bogusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj szumi tam ta historia, ślady dawnych domów przykuwają oczy. Doskonałym pomysłem są tablice pokazujące wygląd nieistniejących budynków, opisujące do kogo należały. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Okolice są ciekawe i tajemnicze. Szkoda, że przestała istnieć ta osada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam takie miejsca. Dobrze że chociaż pamieć o Budnikach ocalała.

      Usuń